FANDOM


  • Z historii przedstawionej w odcinku wynika, że ani Big Macintosh, ani Applejack, ani Apple Bloom nigdy nie zapytali Babci Smith lub innych członków rodziny Apple (których jest całkiem sporo) o tym, kim byli ich (zmarli) rodzice. To prawda czy może czegoś nie zrozumiałem? Byłoby to trochę dziwne (szczególnie że rodzeństwo nie jest już małymi dziećmi). Ogólnie rzecz biorąc, to zazwyczaj nie zastanawiam się nad mało znaczącymi nieścisłościami w fabule (w końcu to tylko bajka), ale tutaj mamy do czynienia z dość poważnym tematem. Co o tym myślicie?

      Wczytuję edytor...
    • Oni już wiedzieli co nieco o swoich rodzicach. W końcu na przykład Applejack rozpoznała, że Goldie Delicious opowiadała o ich rodzicach. To, czego nie wiedzieli i było przed nimi ukrywane, to to, że ich matka była z rodziny Pear ze względu na długotrwały spór między nimi a Apple'ami.

        Wczytuję edytor...
    • Kompletnie nie załapałem tego wątku. Dopiero teraz, kiedy obejrzałem odcinek drugi raz (tym razem z polskimi napisami) widzę, że masz stuprocentową rację. Chyba czas wyciągnąć stare książki od angielskiego...

      Głupio to zabrzmi, ale zawsze mam "obawy", że kluczowe odcinki (takie jak ten o rodzicach Rainbow Dash, czy otrzymaniu znaczków przez Znaczkową Ligę) mogą się scenarzystom "nie udać". Na szczęście tak się nie stało.

      Nawiasem mówiąc, ten, kto wymyślił, żeby połączyć wątek rodziców RD z wątkiem Scootaloo i włożyć je w jeden odcinek jest moim idolem. :D Idealnie się to (moim zdaniem) sprawdziło.

      Wpadłem na genialny pomysł: może ktoś chciałby szerzej porozmawiać o odcinkach z tego sezonu? Mogłoby być ciekawie.

        Wczytuję edytor...
    • Przyznam się szczerze, i nawet nie będę kłamać.

      Przed wyjściem 7 sezonu miałam pustkę w sercu, która spowodowana była, oglądnięciem każdego sezonu mlp. Brak kucyków doprowadził mnie do załamania, więc zajęłam się horrorami (FNaF, Amnesia, Inside itp.). Kiedy wyszedł 7 sezon, nie chciało mi się już wracać do kucyków. Wtedy ktoś naprawdę mi bliski powiedział, że nieważne co lubię, i czy wyśmiewają mnie z tego powodu inni, powinnam być sobą. Pierwsze chwile z 7 sezonem były cudowne. Każdy odcinek przykuł mnie tak mocno, że aż boję się przyznać...udałam ból brzucha by nie iść do szkoły, tylko oglądać kolejne odcinki. I właśnie przed chwilą oglądnęłam odcinek z rodzicami Applejack ( no i reszty).

      Płakałam jak małe dziecko. Nawet na serii Glichtale, która poniekąd jest bardzo wzruszająca, nie płakałam tak bardzo. Teraz dzięki 7 sezonowi mlp uświadomiłam sobie, że nieważne co o tobie mówią inni, ważne by być sobą.

      Wiem, że to co tu napisałam, może nie mieć sensu (np. po co do tego wątku), ale....no tak już wyszło ;)

        Wczytuję edytor...
    • Wow, poprostu wow. Przed chwilą obejrzałem "The Perfect Pear" i targają mną emocje. Jestem mocno wzruszony, poruszony i... zasmucony.. To niesamowite uczucie po tak długim czasie otrzymać na talerzu prawie wszystkie informacje, których przez zwyczajną ludzką ciekawość się pożądało. Jednakże przyznam szczerze, że miałem do końca cień nadziei, że śmierć to nieprawda, że ich rodzice gdzieś tam żyją, tylko z jakichś wyższych przyczyn JESZCZE ich nie poznali... Niestety, zostałem uderzony w twarz naszą ludzką rzeczywistością, której niestety także w serialu zabraknąć nie może a dodatkowo jeszcze bardziej budzi się ciekawość co do samej ich śmierci, której z przyczyn oczywistych w serialu Hasbro nie może ukazać. To wszystko bardzo smutne.. Myślę, że idealnym dla mnie scenariuszem byłoby odnalezienie rodziców, którzy żyją, tylko z jakichś przyczyn musieli gdzieś wyjechać.

      Uważam, że odcinek ten, mimo iż nie był wcale ważny dla głównych wątków, ogólnej akcji, ratowania Equestrii itd, był bardzo ważny dla fandomu, dla późniejszego postrzegania rodziny apple. Ewidentnie Hasbro postarało się o taki odcinek dla starszych widzów, lub wprost - dla nas, Fandomu.

      Chyba dopiero po tym odcinku poczułem naprawdę jak mocno jestem emocjonalnie związany z serialem, historią, postaciami całym uniwersum. To niesamowite uczucie. Myślałem, że już wygasam, że kucyki to była jednorazowa przygoda, bo wszedłem głębiej w swoje główne hobby - motoryzację. Ale nie, ten odcinek zmienił wszystko. Chyba dopiero teraz poczułem prawdziwy respekt do tego serialu, gdyż wywołał on we mnie, jako zwykła kolorowa, animowana bajka dla dzieci, emocje podobne do tych, których doznałem np. po obejrzemiu "Forresta Gump'a". (Podkreślam, iż to subiektywne odczucia) Gdybym był odrobinę słabszy emocjonalnie, rozpłakałbym się jak dziecko i nie było do tego daleko.

      Wiem, że trochę odchodzę od tematu, ale chciałem poprostu się wypowiedzieć i przekazać, że świetnie mi być tutaj. Myślę, że jako fani serialu rozumiecie co teraz czuję. Pozdrawiam.

        Wczytuję edytor...
    • Więc kolega wie co czułam :)

        Wczytuję edytor...
    • Po prostu na koniec się rozpłakałam :')

      A jeśli ktoś jeszcze raz powie, że MLP jest dla dzieci to puszcze mu ten odcinek. Jeśli to nie pomoże, nie ma co się z taką osobą zadawać: to zepsuty człowiek, który niektórych rzeczy nigdy nie zrozumie.

        Wczytuję edytor...
    • Teraz gdy czytam to pytanie, widzę moje (delikatnie mówiąc) nierozgarnięcie... Przecież nawet gdyby założyć, że Pear Butter i Bright Mac zmarli zaraz po narodzinach Apple Bloom, to Applejack i Big Macintosh byli już wystarczająco "dorośli", żeby znać swoich rodziców, a co za tym idzie ich pamiętać. Tak jak napisał Vengir, rodzeństwo nie wiedziało tylko o pochodzeniu swojej matki.

      W odcinku "Niewinne kłamstwa" występują rodzice Diamond Tiary, ale nie są wtedy jeszcze małżeństwem. Może to oznaczać (ale nie musi), że narodziny ich córki nastąpiły dopiero "po tym odcinku". Apple Bloom i Diamond Tiara chodzą w szkole do tej samej klasy, więc są w równym wieku. Jeśli założymy, że to prawda, możemy dojść do wniosku, że podczas akcji tego odcinka rodzice AJ i Big Macintosha nadal żyli, a ich najmłodsza córka nie przyszła jeszcze na świat.

      Nawiasem mówiąc, jeśli Dziadek Pear nigdy więcej nie spotkał się ze swoją córką po przeprowadzce do Vanhoover, to historia robi się jeszcze mroczniejsza. Gdy Pear Butter zmarła, ostatnim wspomnieniem związanym z ojcem była ich kłótnia. Natomiast ojciec nigdy nie miał okazji, żeby zobaczyć jak jej córka zostaje matką, a on dziadkiem i musi żyć w świadomości, że ostatnie spotkanie z nią było tym, kiedy ją opuścił, zostawiając w Ponyville.

      Od dawna myślałem, że rodziców Applejack nigdy w serialu nie zobaczymy i w sumie nie przeszkadzało mi to. Lubię książki/filmy, w których część rzeczy nigdy nie zostaje wyjaśniona, bo pobudza to wyobraźnię odbiorcy. Szczęka dosłownie mi opadła podczas oglądania tego odcinka, bo nie czytałem zapowiedzi i nie oglądałem trailerów, więc kompletnie nic nie wiedziałem na temat jego fabuły. Jestem pełen uznania dla autorów tego epizodu. Widać, że wszystko zostało dokładnie przemyślane i odcinek wyszedł im świetnie (z czym w sezonie 7. jest moim zdaniem czasami problem).

        Wczytuję edytor...
    • Użytkownik Fandomu
        Wczytuję edytor...
Daj okejkę tej wiadomości
Przyznano okejkę tej wiadomości!
Zobacz kto dał okejkę tej wiadomości
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.